Brzeg Morski, pamięć zapisana kolorem

✍️🏻💭 Są takie obrazy, na które patrzę inaczej niż na pozostałe. Nie dlatego, że są większe, bardziej skończone czy może bardziej reprezentacyjne dla twórczości artysty. Wręcz przeciwnie. Czasami właśnie niewielki szkic, szybki zapis chwili, fragment pejzażu wykonany jakby bez potrzeby powiedzenia wszystkiego, potrafi przechować więcej emocji niż dopracowane płótno.✍️🏻🎨🖼 „Brzeg Morski” Barbary Konarskiej jest dla mnie właśnie takim dziełem.🖼🌊

Patrzę na ten morski pejzaż nie tylko jako historyk sztuki i artystka. Patrzę na niego przede wszystkim jako córka. To bardzo szczególna perspektywa, bo pamięć o własnej matce nie jest przecież historią sztuki w klasycznym znaczeniu. Nie da się jej zamknąć w chronologii, opisie techniki, analizie kompozycji czy stylistycznej klasyfikacji. Pamięć jest znacznie bardziej nieuchwytna. Przychodzi czasem przez kolor, przez gest ręki, przez charakterystyczną kreskę.🖼🎨🫂 Czasem przez papier, który nosi ślady czasu.📜

I właśnie dlatego ten niewielki szkic wydaje mi się tak ważny.

Barbara Konarska przez większą część swojego życia była związana z Gdańskiem.🏭 Studiowała w gdańskiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, gdzie kształciła się w zakresie malarstwa i grafiki pod kierunkiem wybitnych pedagogów gdańskiego środowiska artystycznego.🎨

Jej droga twórcza była różnorodna, a pejzaż pozostawał jednym z tych obszarów, w których mogła szczególnie mocno spotkać się z naturą, światłem i własną wrażliwością.

„Brzeg Morski” nie jest jednak klasycznym przedstawieniem morza. Nie odnajduję tutaj pocztówkowego Bałtyku, efektownej panoramy ani pejzażu podporządkowanego wiernemu odtworzeniu rzeczywistości.🤔 Morze zostało potraktowane bardziej jako stan emocjonalny niż konkretny widok.🌊

Kompozycja jest otwarta, fragmentaryczna, niemal zapisana w pośpiechu.

Niebo, woda i brzeg nie mają wyraźnie zamkniętych granic.🌫🌊💧 Przenikają się.

Kolory przechodzą jeden w drugi, a forma powstaje z nakładanych na siebie śladów. Zielenie, szarości, granaty, żółcie, ochry i brązy tworzą przestrzeń, która chwilami wydaje się bardziej pamięcią o pejzażu niż jego bezpośrednim zapisem.🟢⚪️🔵🟡🟤

To właśnie kolor prowadzi tutaj narrację.

Szczególnie interesujące jest zestawienie chłodnych, niebiesko-zielonych tonów z ciepłymi żółciami i ochrą.🟩🟦🟨🟫

W dolnej części kompozycji pojawia się rozległa, ciepła strefa piasku lub brzegu.

Nad nią rozciąga się pas morza, a jeszcze wyżej niebo, które nie jest jednolitą powierzchnią, lecz pulsuje odcieniami szarości, zieleni, błękitu i żółci.

Mam wrażenie, że moja matka nie próbowała tutaj namalować morza takim, jakie „jest”.

Chciała raczej uchwycić morze takim, jakie się je pamięta.🌊

To zasadnicza różnica.

Pamięć nie przechowuje przecież szczegółów w sposób fotograficzny. Zachowuje światło, temperaturę powietrza, kolor nieba, ruch wody, zapach, chwilowe wrażenie. Czasem zostaje z niej tylko kilka mocnych plam barwnych. Kilka linii.

Są tutaj charakterystyczne, zdecydowane kreski, które przecinają powierzchnię obrazu. Niektóre przypominają ruch traw, inne fragmenty roślinności lub ślady wiatru. 🌀🌬

Pojawiają się także ciemne, niemal czarne akcenty, które organizują przestrzeń i nadają jej rytm. Szczególnie mocno działa pionowa, ciemna forma znajdująca się w prawej części kompozycji.⚫️Nie jest ona dosłownym opisem konkretnego elementu pejzażu. Można ją odczytać jako pień, fragment roślinności, sylwetę albo po prostu znak — mocny gest pozostawiony na powierzchni papieru.🔳

I chyba właśnie słowo „gest” jest tutaj kluczowe.

W sztuce Barbary Konarskiej interesuje mnie nie tylko to, co przedstawione, ale również to, jak ręka artystki dotyka powierzchni. W tym szkicu można niemal odczytać ruch ręki.✍️🏻🖼

Kreska nie jest jedynie środkiem przedstawienia. Sama staje się materią obrazu.

Może dlatego patrzę na ten pejzaż trochę jak na zapis muzyczny.🎼👁

Nie ma tutaj jednej melodii.

Są rytmy. Krótkie, nerwowe pociągnięcia. Dłuższe smugi. Zatrzymania. Kontrasty. Powtórzenia. Przyspieszenia i wyciszenia.🎵🥁🎶

Morze jest przecież właśnie takie.🌀🌊

Nigdy nie jest identyczne. Nawet kiedy patrzymy na ten sam brzeg, widzimy za każdym razem coś innego. Inne światło, inny kolor, inną temperaturę, inną linię horyzontu. Morze nie daje się zatrzymać. Można jedynie próbować zatrzymać własne wrażenie jego obecności.

I myślę, że ten obraz jest właśnie takim zatrzymanym wrażeniem.

Dla mnie ma jeszcze jeden wymiar — osobisty.

Jest dziełem mojej matki, a więc jest również fragmentem mojego własnego świata. 🫂

Kiedy patrzę na jej podpis, nie widzę tylko sygnatury artystki. Widzę rękę, którą znam. 🫂🤝🤲Widzę charakter pisma, gest, który przez lata był dla mnie czymś zwyczajnym, codziennym. Dzisiaj, po jej odejściu, takie drobne ślady nabierają zupełnie innego znaczenia.

Podpis artysty po śmierci artysty staje się czymś więcej niż potwierdzeniem autorstwa.

Staje się śladem obecności.

Barbara Konarska zmarła w Gdańsku w grudniu 2022 roku. Jej twórczość była związana z różnymi tematami i stylistykami, od pejzażu po portret i kompozycje o charakterze surrealistycznym. W jej obrazach wielokrotnie pojawiały się zagadnienia przemijania, ludzkiej egzystencji, pamięci i emocji.

Dlatego dzisiaj ten„Brzeg Morski” odbieram również jako obraz przemijania.🩶

Nie w sensie dosłownym. Nie przedstawia przecież starości ani śmierci. Przeciwnie, jest pełen ruchu i światła. 🌀💡Ale właśnie morze może być dla mnie metaforą czasu. Fale przychodzą i odchodzą. Ślady na piasku zostają tylko na chwilę. Światło zmienia kolor powierzchni. Nic nie pozostaje takie samo.

Tak samo jest z pamięcią.

Możemy zachować obraz, papier, podpis, fotografię. Możemy przechowywać dzieła, opisywać je i analizować. Możemy próbować rekonstruować historię artysty. Ale nie jesteśmy w stanie zatrzymać chwili, w której dzieło powstawało.

I może właśnie dlatego sztuka jest tak potrzebna.🤔🖼

Bo pozwala zachować coś, czego nie potrafimy zachować w żaden inny sposób.

Nie czas. Obecność.

Patrząc na ten szkic, nie chcę więc jedynie odpowiedzieć na pytanie, co przedstawia. Chcę zapytać, co pozostało w nim z chwili, w której moja matka patrzyła na morze.

Czy był to konkretny brzeg?

Czy konkretny dzień?

Czy może tylko wspomnienie?

Nie wiem.

I chyba nie muszę wiedzieć.

Właśnie to niedopowiedzenie jest dla mnie jednym z największych walorów tego dzieła. Obraz nie zamyka interpretacji. Pozwala widzowi wejść w jego przestrzeń i dopowiedzieć własną historię.

Dla mnie ta historia jest podwójna.

Jako historyk sztuki widzę w tym niewielkim dziele interesujący zapis języka malarskiego Barbary Konarskie, jej stosunek do koloru, faktury, gestu i przestrzeni.

Jako artystka widzę w nim swobodę ręki i odwagę pozostawienia śladu bez potrzeby dopowiadania wszystkiego.

A jako córka widzę coś jeszcze.

Widzę moją matkę.

I może właśnie dlatego ten niewielki szkic morski jest dla mnie czymś więcej niż pejzażem.

Jest fragmentem pamięci zapisanej kolorem.

Jest śladem jej patrzenia na świat.

Jest kawałkiem morza, który pozostał.

I jest jednym z tych małych, cichych dzieł, które po latach zaczynają mówić znacznie głośniej niż wtedy, kiedy powstały.❤️

Barbara Konarska, Brzeg morski, XX wiek, zbiory własne

Jedna sztuka

3 Venus – „Nie widzę, nie słyszę, nie mówię – kobiecym głosem, krótka opowieść jednego obrazu”

Wracam dziś do pracy sprzed dziesięciu lat, bo temat, który w niej poruszyłam, nie tylko się nie zestarzał, ale w ostatnich latach nabrał nowej ostrości. Mowa o „3 Venus” – grafice, którą stworzyłam w 2015 roku, a która jest moją własną trawestacją znanego motywu trzech mądrych małp.

Hanna Ścisłowska, 3 Venus; 2015; tusz, akryl na papierze (piórko, cienki pędzel, drobna obróbka komputerowa); format A4, poziomo, zbiory własne.

Motyw wyjściowy jest powszechnie znany i wywodzi się z dalekowschodniej tradycji – to Mizaru, Kikazaru i Iwazaru, małpy zasłaniające sobie kolejno oczy, uszy i usta, symbolizujące zasadę „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”. Przysłowie to dotarło do Japonii wraz z buddyjską legendą, prawdopodobnie z Indii przez Chiny, a jego najsłynniejszym wizerunkiem pozostaje XVII-wieczna rzeźba nad wejściem do stajni w chramie Tōshō-gū w Nikkō. Pierwotne przesłanie było raczej etyczną wskazówką dla samego siebie – nie szukaj i nie wytykaj cudzych błędów – niż nakazem biernego milczenia wobec krzywdy. To właśnie to przesunięcie znaczenia, jakie ten motyw przeszedł w zachodniej kulturze popularnej, stało się dla mnie punktem wyjścia.

W mojej wersji trzy małpy zamieniłam na trzy kobiece akty – zmechanizowane, niemal cyborgiczne, jakby złożone z metalowych i organicznych elementów naraz. Ręce układają się w te same gesty: dłoń na oczach, dłoń na uszach, dłoń na ustach. Ale bohaterki nie są już zwierzętami z przypowieści, tylko kobietami – co całkowicie zmienia sens obrazu. Przysłowie o unikaniu zła zamienia się w komentarz do społecznego oczekiwania wobec kobiet: że najlepiej funkcjonują wtedy, gdy nic nie widzą, nic nie słyszą i nic nie mówią. Gest ochronny małp staje się tu gestem wymuszonym – nie wyborem duchowej wstrzemięźliwości, lecz formą społecznego wyciszenia.

Zdecydowałam się na technikę łączoną – tusz i akryl, piórko i cienki pędzel, z niewielką obróbką komputerową – żeby uzyskać kontrast twardej, niemal technicznej kreski z miękkością aktu. Ta mechaniczność sylwetek nie jest przypadkowa: chciałam, żeby ciała wyglądały na częściowo odczłowieczone, jakby proces zamykania zmysłów odbierał im coś z organicznej, żywej kobiecości i zastępował to czymś sztywnym, zaprogramowanym.

To, co w 2015 roku było dla mnie próbą reinterpretacji starego symbolu, dziś czytam inaczej – w kontekście dyskusji o głosie kobiet w przestrzeni publicznej, o tym, komu wolno mówić głośno, a kogo się wycisza, i o cenie, jaką płaci się za bycie „wygodną” – niewidzącą, niesłyszącą, niemówiącą. „3 Venus” nie daje gotowej odpowiedzi, ale stawia pytanie, które od dekady nie traci na aktualności: czy milczenie, które kiedyś było duchową praktyką, nie stało się dla wielu kobiet formą przetrwania.

Jedna sztuka

Kolor jako nośnik emocji i znaczeń kulturowych w dziełach sztuki. Analiza psychologicznego i historycznego oddziaływania barw

Kolor jako nośnik emocji i znaczeń kulturowych w dziełach sztuki. Analiza psychologicznego i historycznego oddziaływania barw

Kolor towarzyszy sztuce od zawsze, ale im dłużej się nim zajmuję, tym bardziej jestem przekonana, że jego rola nigdy nie ograniczała się do samego odtwarzania rzeczywistości. Kolor mówi. Czasem szepcze o duchowości, czasem krzyczy o władzy albo namiętności, a to, co dokładnie chce nam powiedzieć, zależy od epoki, religii i kultury, w której powstało dane dzieło.

Fascynuje mnie to, że percepcja barwy to proces znacznie bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać — to nie tylko kwestia biologii oka, ale i całego bagażu kulturowego, który każdy z nas nosi w sobie. Dlatego to samo płótno może wywołać zupełnie inne emocje u widza w średniowieczu i u nas dzisiaj.

Czerwień, błękit, żółć — czyli barwy, które nigdy nie są neutralne

Czerwień to chyba najbardziej „naładowany” emocjonalnie kolor, jaki znam. Z jednej strony pasja, miłość, energia, z drugiej — agresja i niebezpieczeństwo. W malarstwie religijnym często oznaczała męczeństwo albo boską miłość, i zawsze przyciąga wzrok jako naturalna dominanta kompozycji — artyści doskonale o tym wiedzieli i świadomie to wykorzystywali.

Błękit działa zupełnie inaczej — kojarzy mi się ze spokojem i czymś nieskończonym. W średniowieczu i renesansie był wręcz kolorem szlachetnym, bo ultramaryna z lapis lazuli kosztowała fortunę i rezerwowano ją dla postaci naprawdę ważnych. Zresztą u Giotta w „Madonna Enthroned” widać to doskonale — błękit tam nie jest przypadkiem, tylko świadomym kodem duchowości.

Żółć z kolei mnie zawsze intrygowała, bo jest tak ambiwalentna — z jednej strony słońce i optymizm, z drugiej w sztuce europejskiej bywała symbolem zdrady czy fałszu. A zieleń to dla mnie zawsze natura i odnowa, choć i ona potrafi w pewnych kontekstach sugerować niepokój. Czerń i biel domykają tę paletę jako przeciwieństwa — czerń jako tajemnica i żałoba, ale też elegancja, biel jako czystość, choć w kulturach azjatyckich to akurat kolor żałoby, nie ślubu.

To, co oczywiste u nas, gdzie indziej znaczy coś zupełnie innego

Uwielbiam ten moment, kiedy uświadamiam sobie, jak bardzo znaczenie koloru zależy od miejsca. U nas biel to niewinność i suknia ślubna, w wielu kulturach azjatyckich — żałoba. Czerwień w Europie potrafi ostrzegać przed niebezpieczeństwem, a w Chinach to szczęście i pomyślność. W średniowiecznej sztuce chrześcijańskiej kolor działał zresztą jak cały system komunikacji — złoto oznaczało boskość, błękit sferę duchową, purpura władzę. Wierni „czytali” obraz kolorami, zanim jeszcze przeczytali cokolwiek innego.

Historia pokazuje też, jak bardzo znaczenie barw zmieniało się wraz z technologią. W starożytności sama cena pigmentu decydowała o jego prestiżu — purpura była luksusem dostępnym dla nielicznych. Średniowiecze podporządkowało kolor teologii, renesans odkrył światło i naturę, a XIX i XX wiek — zwłaszcza impresjoniści i postimpresjoniści — zaczęli traktować barwę jako coś autonomicznego, niezależnego od wiernego odwzorowania rzeczywistości. Van Gogh jest tu dla mnie przykładem idealnym — jego zestawienia kolorystyczne potrafią zbudować napięcie emocjonalne samą siłą barwy.

Trzy obrazy, które pokazują tę przemianę najlepiej

„Madonna Enthroned” Giotta to dla mnie czysty przykład symboliki średniowiecznej — błękit nie jest tu wyborem estetycznym, tylko wizualnym kodem religijnym, który wzmacnia sakralność przedstawienia.

Zupełnie inaczej działa „Gwiaździsta noc” van Gogha. Kontrast błękitów i żółci buduje tam napięcie, którego nie da się nie poczuć — dynamiczny rytm linii, gra światła i ciemności, wszystko to tworzy poczucie ruchu i niepokoju. Żółć niesie energię i światło, błękit — melancholię i nieskończoność. To jeden z tych obrazów, przy których zawsze się zatrzymuję dłużej.

A „Composition VIII” Kandinsky’ego to już zupełnie inny etap — kolor przestaje cokolwiek naśladować i staje się samodzielnym systemem oddziaływania psychologicznego. Podobnie u Rothki, gdzie wielkie płaszczyzny barwne prowadzą widza w stronę czegoś bliskiego kontemplacji — sama nieraz łapałam się na tym, że przed jego obrazami trzeba po prostu przystanąć na dłużej.

Podsumowując

Kolor jest jednym z najbardziej sugestywnych narzędzi, jakimi dysponuje sztuka — organizuje przestrzeń obrazu, ale przede wszystkim buduje emocje i niesie znaczenia zakorzenione w historii i kulturze. I chyba właśnie dlatego wracam do tego tematu raz za razem — bo to samo płótno potrafi opowiedzieć zupełnie inną historię każdemu, kto na nie patrzy.

Serdecznie polecam przyjrzeć się bliżej wymienionym tu dziełom — „Madonna Enthroned” Giotta, „Gwiaździstej nocy” van Gogha, „Composition VIII” Kandinsky’ego i „No. 14” Rothki — to najlepszy sposób, żeby samemu poczuć, jak różne mogą być te same barwy w różnych rękach.

Jedna sztuka

Materiał ilustracyjny

Il. 1. Giotto, „Madonna Enthroned”, ok. 1310, tempera na drewnie. Analiza: błękit jako symbol transcendencji i sakralności. Dominacja błękitu pełni funkcję symboliczną i odnosi się do sfery duchowej. Kosztowna ultramaryna podkreśla wyjątkowy status przedstawionej postaci i wzmacnia sakralny charakter dzieła.

Il. 2. Vincent van Gogh, „Gwiaździsta noc”, 1889, olej na płótnie.
Analiza: kontrast błękitów i żółci budujący napięcie emocjonalne. Zestawienie błękitów i żółci buduje silne napięcie emocjonalne. Dynamiczny rytm linii oraz kontrast światła i ciemności wywołuje u odbiorcy poczucie ruchu, niepokoju oraz intensywnego przeżycia emocjonalnego.

Il. 3. Wassily Kandinsky, „Composition VIII”, 1923, olej na płótnie. Analiza: kolor jako autonomiczny środek oddziaływania psychologicznego. Kolor przestaje pełnić funkcję naśladowczą. Barwy i formy tworzą autonomiczny system oddziaływania psychologicznego i duchowego.

Il. 4. Mark Rothko, „No. 14”, 1960, olej na płótnie. Analiza: emocjonalne oddziaływanie płaszczyzn barwnych. Wielkoformatowe płaszczyzny kolorystyczne prowadzą odbiorcę do doświadczenia kontemplacyjnego. Emocjonalne oddziaływanie wynika z relacji między nasyceniem i intensywnością barw.

Abstrakt

Kolor należy do podstawowych elementów języka wizualnego i stanowi istotny czynnik wpływający na percepcję dzieła sztuki. Jego funkcja wykracza poza wymiar formalny, obejmując sferę psychologiczną, emocjonalną oraz symboliczną. Celem artykułu jest analiza oddziaływania kolorów na odbiorców dzieł sztuki z uwzględnieniem historycznych i kulturowych uwarunkowań znaczeniowych. W opracowaniu zastosowano metodę analizy formalnej i ikonograficznej wybranych dzieł malarskich reprezentujących różne epoki artystyczne. Analiza wykazuje, że interpretacja kolorów nie ma charakteru uniwersalnego, lecz pozostaje zależna od kontekstu historycznego, religijnego i społecznego. Barwa funkcjonuje jednocześnie jako element konstrukcyjny dzieła oraz nośnik znaczeń wpływających na emocjonalny odbiór obrazu.

Słowa kluczowe: kolor, psychologia percepcji, symbolika barw, historia sztuki, komunikacja wizualna, emocje

Jedna sztuka

Bibliografia

Chevalier J., Gheerbrant A., Słownik symboli, Państwowy Instytut Wydawniczy,    Warszawa 1990.

Eco U., Sztuka i piękno w średniowieczu, Znak, Kraków 1997.

Gage J., Kolor i kultura. Teoria i znaczenie koloru od antyku do abstrakcji, Universitas, Kraków 2008.

Gombrich E.H., O sztuce, Rebis, Poznań 1997.

Pastoureau M., Niebieski. Historia koloru, Oficyna Naukowa, Warszawa 2013.

Read H., Sens sztuki, PWN, Warszawa 1982.

Hanna Ścisłowska- Kościół Matki Bożej Królowej Korony Polskiej w Oliwie- e- book

📚✨ Z ostatniej chwili! ✨📚

🗣…Czekałam, czekałam… i wreszcie się doczekałam❗️

✍️🏻💭 Z ogromną radością informuję, że moja książka „Kościół Matki Bożej Królowej Korony Polskiej w Gdańsku Oliwie. Dzieje, charakterystyka i geneza formy architektonicznej w świetle analizy porównawczej” jest już dostępna również w sieci Empik oraz na platformie Empik Go.☺️

To dla mnie szczególny moment, ponieważ publikacja, nad którą pracowałam przez wiele lat, może teraz trafić do jeszcze szerszego grona czytelników.👥️👁👥️👁📖

To drugie, uzupełnione wydanie książki. 📖 W ciągu ostatnich lat udało mi się dotrzeć do nowych materiałów, dokumentów i informacji, które wcześniej były niedostępne.🤷

Okazało się, że historia tego niezwykłego oliwskiego kościoła kryje jeszcze wiele ciekawych wątków, które warto było dopowiedzieć i ocalić od zapomnienia.🤔

Publikacja powstała w oparciu o źródła archiwalne, badania terenowe, opowieści mieszkańców Oliwy, przekazy od konserwatorów i artystów, fotografie autorskie oraz analizę porównawczą innych obiektów sakralnych.🕍🗣📖🕍

To nie tylko opowieść o jednym kościele, ale również o historii Oliwy, dziedzictwie cysterskim, architekturze oraz ludziach, którzy przez dziesięciolecia tworzyli to miejsce.👥️👥️🕍

Jeżeli interesuje Państwa historia Gdańska, architektura sakralna, dzieje Oliwy lub po prostu lubią Państwo odkrywać mniej znane, a niezwykle wartościowe fragmenty naszego dziedzictwa kulturowego – serdecznie zapraszam do lektury.👁📖👇

Będzie mi bardzo miło, jeśli zdecydują się Państwo na zakup ebooka, przeczytanie książki, a także podzielenie się opinią na stronach Empiku.✍️🏻🗣📖👁

Dla autora nie ma większej satysfakcji niż świadomość, że jego praca trafia do czytelników i staje się inspiracją do dalszego poznawania historii oraz sztuki.

📖 Książka dostępna w Empiku:

EMPIK: https://www.empik.com/kosciol-matki-bozej-krolowej-korony-polskiej-w-gdansku-oliwie-scislowska-hanna,p1744482570,ebooki-i-mp3-p#ReviewsBox

VIRTUALO: https://virtualo.pl/ebook/kosciol-matki-bozej-krolowej-korony-polskiej-w-gdansku-oliwie-i666152

Serdecznie zapraszam do lektury i z góry dziękuję za każde udostępnienie tego posta. ❤️

©️ jedna sztuka

historyk sztuki, autorka

Wystawa „Witkacy wielokrotny” – moje spotkanie z artystą nieustannie aktualnym

✍️💭 Wystawa „Witkacy wielokrotny”, przygotowana przez Muzeum Uniwersytetu Gdańskiego i prezentowana w przestrzeni Biblioteki Głównej Uniwersytetu Gdańskiego, przypomina, że Stanisław Ignacy Witkiewicz to twórca, którego nie sposób zamknąć w jednej roli malarza, filozofa, dramaturga czy fotografa.🎨🤔🎬📷
Ekspozycja znakomicie pokazuje, jak złożona i wielowymiarowa była jego artystyczna osobowość, a zarazem jak współcześnie brzmi jego myśl o roli artysty i o sile indywidualnego przeżycia.👤✨️
Kuratorzy wystawy zbudowali narrację opartą na idei wielości, nie tylko w sensie formalnym, ale i duchowym.✨️👤
Zestawienie dzieł malarskich, fotografii, tekstów teoretycznych i dokumentów biograficznych ukazuje Witkacego jako artystę niepokornego, buntowniczego, który świadomie wymykał się definicjom i konwencjom.👤✨️ Eksperymentował z językiem, obrazem, dźwiękiem i formą, krytykował mechaniczność życia i powierzchowność relacji, przeciwstawiając im duchową głębię oraz artystyczny niepokój.
Wystawa prowadzi widza przez różne aspekty tej nieustannej przemiany, od intelektualnego namysłu po emocjonalne doświadczenie kontaktu z artystą. Przywołując jedynie fragmenty jego twórczości i osobowości, kuratorzy świadomie pokazują, że nie istnieje jeden portret Witkacego, bo sam artysta nieustannie go dekonstruował.👤
Szczególnie cenne jest to, że wystawa nie poprzestaje na przypomnieniu znanych faktów ale zaprasza do refleksji nad aktualnością teorii Czystej Formy i nad współczesnym rozumieniem ekspresji indywidualnej.✨️👤
W kontekście jubileuszu 55-lecia Uniwersytetu Gdańskiego to także piękne świadectwo roli uczelni w podtrzymywaniu dialogu między nauką a sztuką.🎓🖼
Kuratorzy zasługują na uznanie za spójną koncepcję i wysoki poziom opracowania merytorycznego.🤔
Udało im się stworzyć wystawę, która jest nie tylko opowieścią o Witkacym, ale i o nas, o potrzebie autentyczności, różnorodności i odwagi myślenia.🤔💭
To spotkanie z Witkacym na nowo poruszyło moją wyobraźnię🤔💭 przypomniało, jak niezwykle aktualna potrafi być sztuka, która domaga się od widza nie obojętności, lecz zaangażowania i myślenia.🖼🎨🤔
Na szczególne uznanie zasługuje także aranżacja przestrzeni, ascetyczna, oparta na czerni i świetle, doskonale budująca nastrój skupienia i dialogu z dziełem✨️⚫️
To jednocześnie jedna z ciekawszych wystaw które ostatnio odwiedziłam dlatego uważam że trzeba ją zobaczyć, serdecznie polecam!

📷©️Jedna sztuka
9 października 2025

📷©️Jedna sztuka